2008-02-04, GAZETA WYBORCZA w BIAŁYMSTOKU

Chrońmy powojenną architekturę Białegostoku
Wywiad z Adamem Tureckim

Rozmawiał: Andrzej Kłopotowski

Toczące się w całej Polsce dyskusje o architekturze lat 60. i 70. prowokują do podobnej na naszym białostockim gruncie
* Miasto jest dla ludzi! - akcja Gazety

Andrzej Kłopotowski: Jaka przyszłość czeka budynki z lat 60. i 70.?

Adam Turecki: Część z nich na pewno zostanie zachowana, część poddana modernizacji, a część niestety zniknie. Chyba, że zaczniemy ich jakoś bronić.

Jeżeli modernizować, to w jaki sposób? Dziś, patrząc choćby na ulicę Skłodowskiej czy na nieco starsze budynki przy Malmeda i Białówny, widzimy ostrą kolorystykę. Czy to jest dobry sposób na modernizowanie tej architektury?

- Nie najszczęśliwszy. Można powiedzieć, że współczesna kolorystyka jest za agresywna, z dominacją jakże popularnego ostatnio w Białymstoku koloru żółtego. Jest jakimś odreagowaniem na poprzednią szarzyznę. Te farby pewnie spłowieją, a ponadto mam nadzieję, że następne malowania będą już bardziej stonowane i zharmonizowane. Piękno miasta, jego przestrzeni, polega przecież na harmonii, a nie dysharmonii.

Dziś to raczej dysharmonia.

To za słabo powiedziane. Czasami są to bardzo krzykliwe, pstrokate formy.

Czy nie pora, by zacząć zastanawiać się nad ochroną tej architektury?

Na pewno taka dyskusja powinna się odbyć. Dobre budynki w jakiś sposób będą się broniły. Aczkolwiek nie zawsze. Negatywnym przykładem modernizacji jest Teatr Lalek autorstwa bardzo znanej w Polsce grupy Kłyszewski-Mokrzyński-Wierzbicki. Zresztą również dworca w Katowicach, którego losy ciągle są niepewne. I szkoda, że przy okazji docieplania budynku teatru - dawne standardy energooszczędności były za niskie na dzisiejsze czasy - zakryło się starą powierzchnię. A to był budynek znaczący w Białymstoku. To, co widzimy, zniszczyło jego fakturę.

Czy nie jest to kompromis, na który musimy się godzić?

Niekoniecznie. Można było pomyśleć o dociepleniu i powtórzeniu poprzedniej okładziny jako warstwy kryjącej ocieplenie. W teatrze to była pierwotnie płytka ceramiczna i kamienna. I można było ją powtórzyć.

Kto powinien nadzorować prace przy tego typu obiektach? Niechronionych przez wpis do rejestru, ale i przez plany zagospodarowania przestrzennego?

Służby konserwatorskie.

Które dzieła białostockiej architektury lat 60. i 70. można uznać za sztandarowe? Do głowy przychodzą mi Spodki, poczta przy Kolejowej i pawilon meblowy przy alei Piłsudskiego.

Ja bym dorzucił jeszcze jeden obiekt. Oczywiście może jest ich więcej, ale tak się z nimi oswoiliśmy, że już ich nie dostrzegamy. Chodzi mi o halę targową przy Bema. Modernistyczny obiekt z tamtego okresu o bardzo ładnych proporcjach, bardzo ładnej strukturze fasady. Wydaje mi się, że też mógłby być chroniony. Nie jest to obiekt, który znajdziemy w leksykonach architektury światowej, ale w Białymstoku to jeden z najlepszych, jakie mamy z tego okresu. Niewielki, skromny, niemniej pokazujący dobrą architekturę z tamtych lat.

A pozostałe trzy?

Poczta też jest bardzo interesującym przykładem łupin żelbetowych. Ma bardzo śmiałą formę dachu. Czy się utrzyma? Nie wiem. Dlatego, że okolice dworca są zaniedbane, wymagają uporządkowania. Z czasem pewnie powstanie tam plac miejski i na pewno pojawią się inwestorzy, którzy będą chcieli mieć większe kubatury. Cztery do pięciu kondygnacji w tym miejscu będzie właściwą skalą. Poczta może więc kiedyś tego nie wytrzymać. Aczkolwiek spokojnie, mamy jeszcze trochę czasu; pewnie miasto nie zdoła powypełniać luk w przestrzeni za naszego życia.

Spodki?

To jeden z ciekawszych przykładów architektury powojennej autorstwa Henryka Toczydłowskiego. I te powinny być bezwzględnie chronione. Zresztą z racji lokalizacji u stóp wzgórza św. Rocha i w otoczeniu parkowym raczej nic im nie grozi. To słynny przykład i białostoczanie są chyba z nich dumni.

Ostatni z tych budynków to dosyć śmiały ze względu na przeszklenia pawilon meblowy przy Piłsudskiego.

Tak, to ładny przykład modernistycznej architektury. Ale może być zagrożony, ponieważ ranga tej ulicy będzie rosła. Z czasem istniejąca funkcja mieszkaniowa będzie wymagała uzupełnienia o większą liczbę funkcji usługowo-handlowych. Ale również nie sądzę, by nastąpiło to bardzo szybko.
Zadanie dla konserwatora?

Zastanawiałbym się nad tym. Wpis do rejestru zabytków pewnie ograniczyłby ingerencje inwestorów czy projektantów zabierających się za tego typu rzeczy. Ale dzisiejsza ustawa o ochronie zabytków pozwala chronić również przez zapisy w planach. Tak więc nie tylko konserwator, ale i planiści mogą upomnieć się o zachowanie budynków.

Na co jeszcze zwracać uwagę?


Adam Turecki: Czas byłoby zająć się analizą urbanistyczną śródmieścia. Po wojnie dokonano strasznych zmian i gęstą zabudowę zamieniono w blokowiska. Teraz miasto oglądane na zdjęciach satelitarnych wygląda jak ser szwajcarski. Jest mnóstwo dziur, niedomkniętych przestrzeni, zapuszczonych, starych uliczek. Czas się tym zająć. Przypomnę też Zwierzyniec. Jedna z części sztandarowego w XVIII-wiecznej Polsce ogrodu ciągle jest w katastrofalnym stanie. Warto by było przywrócić mu dawny blask. Popełniono jednak błąd, w park wpisano rezerwat przyrody. Z czasem trzeba będzie się z tego wycofać. Ważne jest też kontynuowanie tego, co już robimy, czyli ochrony fabryk, enklawy bojarskiej, kamieniczek z XIX i XX w. i tzw. Białostockiej Szkoły Muratorskiej (budynki z przełomu XIX i XX w. wznoszone z żółtej i czerwonej cegły).

*Adam Turecki wykładowca na wydziale architektury Politechniki Białostockiej, współtwórca portalu www.miastojutra.pb.bialystok.pl.

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok