Apel do Marszałka Województwa Podlaskiego, Prezydenta Białegostoku, Burmistrza Supraśla i Sołtysa Ogrodniczek
Szanowni Panowie


Mija kolejna zima, w której by pozjeżdżać na nartach trzeba było udać się do Szelmentu za Suwałkami (bliższy ośrodek koło Łomży ma zbyt płaski stok). To miejsce jest prawdziwym sukcesem Urzędu Marszałkowskiego i Wojewódzkiego Ośrodka Sportu i Rekreacji oraz przykładem dobrego wykorzystania środków unijnych. Pięć stoków o różnych skalach trudności, sześć wyciągów, trasy biegowe, wypożyczalnie sprzętu, szkółka narciarska, dwa bary i spora baza noclegowa nie wspominając o naśnieżaniu i ratrakowaniu. W weekendy pojawiają się tam tłumy narciarzy z: okolic, Litwy i Białorusi oraz naszego miasta.

Ośrodek ma jednak istotną wadę - dzieli go od Białegostoku prawie 150 kilometrów. W warunkach zimowych droga w obie strony zajmuje cztery do pięciu godzin, samochód spala prawie 25 litrów paliwa, wiec koszt dojazdu, licząc wyłącznie benzynę, to około 150zł (z pozostałymi kosztami pewnie dwa razy tyle). To dużo a nawet stanowczo za dużo, zwłaszcza, gdy się pomyśli o położonych zaledwie kilka kilometrów od granic miasta Ogrodniczkach.

Jeszcze trzy lata temu można było tam pozjeżdżać, a pamiętam czasy, gdy istniały tam trzy stoki, działały dwa wyciągi i budowano trzeci. To wyjątkowe miejsce z pięknymi widokami położone na skraju Puszczy Supraskiej. W dobrą pogodę zarówno zimą jak i latem jest odwiedzane przez setki ludzi – dowodem są zapełnione parkingi, zatłoczone autobusy a od wiosny wielu rowerzystów. Ma ogromny potencjał zarówno dla rekreacji zimowej i letniej. Może być naszymi terenami saneczkowymi, narciarstwa zjazdowego, i biegowego po leśnych trasach wiodących do Supraśla: koło stawów Komosa (gdzie przy starym młynie wodnym chyba powstaje zajazd) i drugiej - odgałęzienia w stronę Pólka a dalej biegnącej krawędzią lasu wzdłuż przepięknej widokowo doliny rzeki. Nie śmiem już marzyć o krytym stoku narciarskim, podobnym do tego w Druskiennikach, w nie najbogatszej przecież Litwie. W Ogrodniczkach organizowane są kuligi, ogniska i grille. Latem jest miejscem majówek i biwaków. Trasy narciarskie mogłyby być wtedy leśnymi ścieżkami spacerowymi i rowerowymi. Niewielki staw w żwirowni można adaptować na kąpielisko lub zbudować tam letni basen.

Amatorom różnych rodzajów sportu zapewniono w naszym mieście możliwość ich uprawiania, a co z narciarstwem zjazdowym – jedną z najpiękniejszych zimowych dyscyplin? W regionie narciarskie stoki mają już Łomża, Suwałki, Gołdap. Kiedy w końcu Białystok?

Stąd gorący apel. Panowie doceńcie walory żwirowni w Ogrodniczkach i korzystając ze środków unijnych póki są, stwórzcie tam ośrodek sportowo-rekreacyjny. Białostoczanie na to zasługują. Taki zespół to również dodatkowe miejsca pracy i sposób na zarabianie pieniędzy..


Adam Turecki

Forum Białystok Jutra
www.miastojutra.pb.bialystok.pl
PS:
Wiem, że archaiczny stan prawny – współwłasność jest utrudnieniem, ale jest też możliwością - znaczna część terenu należy do Skarbu Państwa, a na zagospodarowaniu zyskaliby także prywatni współwłaściciele (wokół Szelmentu wzrosła wartość gruntów i rozwinęły się prywatne pensjonaty i kwatery). W Sejmie rozpoczęto prace nad ustawą o wspólnotach gruntów mającą uregulować tą prawną zaszłość. Może by, też nasi lokalni posłowie mogliby się wykazać i przyśpieszyć jej uchwalenie.